CHOCHOLI TANIEC BRANŻOWEJ NIEMOŻNOŚCI

Rate this post

Chocholi taniec branżowej niemożności trwa.

Przeglądam sobie stronki w Internecie i nagle spotykam coś takiego (poniżej):

Wszystkie nasze branżowe wyliczenia wskazują, że już nie stać nas na gratisy, upusty, rabaty. Więc jak to się dzieje, że są jeszcze firmy, które nadal działają, choć opierają swój model biznesowy właśnie na systemowym obniżaniu własnego przychodu?

Czy ktoś nas tutaj oszukuje?

A jeśli tak, to kto?

Czy oszukują nas właśnie ci wszyscy, którzy od miesięcy twierdzą, że wykonując rzetelnie cały zakres BT należy już dołożyć do tego interesu nie mniej jak 10 zł? Bo jeśli nie, to skąd mają kasę firmy lub nasze sieci gwarantujące rabaty i upusty od każdego BT na ich SKP? I to w wysokości dość niestandardowej, bo aż 40 złotowej? Mają niepowyczerpywany dostęp do tryskającego w niebo źródła gotówki, niczym syberyjskie złoża ropy Putina?

Nooo, bo jakoś noooo, wcześniej nie słyszałem.

Swoją drogą, jest to ciekawa strategia marketingowa, bo Lubin należy do tych najbogatszych miast w Polsce (górnictwo miedzi). Dotowanie tamtejszych posiadaczy pojazdów jeszcze rabatami, bonami i upustami – moim skromnym zdaniem – mija się z celem. Stać ich przecież na dobre samochody i na opiekę techniczną na wysokim poziomie. Chyba, że to inwestycja w bardzo daleką i nieco (?) nieprzewidywalną przyszłość – no sam nie wiem . . . .

Może w tych miejscach z rabatami i upustami są inne ceny robocizny, inne koszty mediów, inne wymogi dla jakości BT?

Ale jedno wiem na pewno, że nie jest prawdą, że to nie mój lub nie nasz interes. Bo przypadki takich rabatów to nie jest cała nasza branża. A nawet powiem więcej, że takie przypadki to nie jest nawet większość naszej branży. Więc jak to się stało, że nie potrafiliśmy przez tyle ostatnich lat rozwiązać, czyli ukrócić tego problemu? Przecież on dotyczy tak małej ilości SKP!

Jak to się stało, że ten chocholi taniec nadal trwa i psuje wizerunek całej naszej branży?

Miesiąc za miesiącem mija od ostatniego naszego branżowego spotkania w Zakopanem, lecą kolejne przygnębiające tygodnie bez perspektywy na lepsze jutro. Choć tak wielu żywiło wówczas jednak nadzieję na pozytywne rozwiązanie niejednego naszego problemu. Jak już widzimy, była to/były to nadzieja/e bezpodstawna/e.

Cennika nie zwaloryzowano. Choć przepisy UE obligują nas do zawodowej niezależności, to nie udało nam się w ostatnich latach zrealizować tego cywilizacyjnego postulatu, który funkcjonuje w większości krajów UE. A do tego urzędnicy (nie tylko WK/starostw) oraz firmy prowadzące szkolenia promują sprzeczne i niezgodne z prawem interpretacje obowiązujących nas przepisów – przy naszej biernej postawie.

W kontekście powyższego stwierdzić już możemy bez żadnych wątpliwości, że czas poświęcony w Zakopanem pełniącej funkcję dyrektora DTD (resortu transportu), czyli Renacie Rychter był jednak stracony – choć można było przecież inaczej i z pożytkiem dla tak wielu zgromadzonych wówczas w jednym miejscu członków naszej branży.

Ale cóż, nie jesteśmy nieomylni, więc i popełniamy błędy.

Kiedyś tam już wspominałem, że Polskiej Izbie Stacji Kontroli Pojazdów trafiła się szansa, niczym przysłowiowy „złoty róg”. Prezesem nie jest inżynier, tylko prawnik z doktoratem, co już jest pewnym ewenementem w środowisku tzw. „pospolitego inżynierstwa”. Miałem nadzieję, że Rada oraz najbardziej aktywni Członkowie PISKP wiedzą o tym, że trzymają w rękach „złoty róg”, że taka szansa może im się po raz drugi nie trafić.

A wszyscy wiemy, że obecna sytuacja prawna jest szczególna, bo mamy już do czynienia w Polsce z dwoma jednak różnymi od siebie i niezależnymi ośrodkami: ośrodkiem stanowienia i odrębnym ośrodkiem egzekwowania Prawa. Aby się sprawnie w tej sytuacji poruszać, nie wystarczy mieć za sobą zwykłych studiów. Prezes z doktoratem z Prawa trafił się PISKP niczym przysłowiowe: ślepej kurze ziarnko.

Bo to także od Rady i aktywnych członków PISKP zależy, czy wiedza prawna Prezesa Marcina Barankiewicza – z mocną podbudową teoretyczną na poziomie doktoratu – zostanie właściwie wykorzystana dla dobra całej naszej branży. Szybkość i większa swoboda w podejmowaniu – nie tylko prawnych – decyzji i może uda się jeszcze coś uratować. Żeby nie było po latach: taniec chocholi trwa, bo miałeś (…) złoty róg, a zwyciężył urzędniczy wróg, więc „ostał ci ci się ino sznur”. Bo czas nie stoi w miejscu, a brak oczekiwanych zmian może przykro zweryfikować nie jakiś dP lub inny pismak lub komentujący na branżowym forum, lecz samo życie.

Dziadek Piotra

– – – – – – – – – – – –