WTORKOWO – TO I OWO

Wtorkowo – to i owo, czyli o mnie ze wsi i o klientach z Trój-miasta, do czego nam są potrzebne nasze organizacje branżowe oraz paskudne przekręty na Ukraińcach (choć nie nowe).

wondering

I. Klienci z Trój-miasta, a ja ze wsi.

Byli rozmowni i ciekawi. To była para w średnim wieku. Kupowali samochód, który nie miał aktualnych BT. Z ciekawością i zainteresowaniem przyglądali się, jak przeprowadzałem to OBT. Jak zrozumiałem, od ewentualnego wyniku tego OBT zależała też możliwość negocjowania ceny tego pojazdu. Być może dlatego tak uważnie patrzyli mi na ręce.

Było trochę śmiesznie, bo gdy już wyszliśmy z kanciapy po pierwszych formalnościach i przystąpiłem do sprawdzania ciśnienia w oponach, to partner klientki stojąc za moimi plecami zaglądał mi dość nachalnie przez ramię, jakby kontrolując, co ja takiego robię z tym jego przyszłym samochodem. I w tym też momencie klientka zapytała, po co sprawdzam i uzupełniam ciśnienie w oponach. Byłem już nieco zmęczony końcówką mojej zmiany, więc odburknąłem „a dlaczego nie?”.

Pani się jednak nie zraziła i odpowiedziała mi rezolutnie, że ona od 20 lat ma zawsze – lepszy lub gorszy – jakiś swój samochód, którym zawsze osobiście wykonywała OBT i ani razu nie stwierdziła, aby diagnosta w ich mieście sprawdzał lub uzupełniał ciśnienie w oponach . . . .

No cóż, ja nigdy nie ukrywam, że jestem ze wsi. tease

Realizując w praktyce zalecenie Kierownika Konrada Kuźmy z Krakowa, aby wciągać klientów w proces BT, wyjaśniłem im pokrótce, na ile mogłem, jakie to ma znaczenie dla ostatecznego wyniku tego OBT.

Wyraz zdziwienia na ich twarzach mówił wszystko.

A potem było jeszcze śmieszniej, bo zagadany ze swoją partnerką klient nie zauważył, że po raz drugi badam ręczny na drugim kole. A, gdy podeszliśmy do kompa, aby pokazać im wstępne wyniki tego OBT (amortyzatory, hamulce) z wynikiem pozytywnym, to usłyszałem zarzut pod swoim adresem, że ich oszukuję, bo przecież ręczny był tylko na jednym kole (?). Gdy już ich uspokoiłem, pokazując stosowne wyniki na planszy komputera, to dowiedziałem się kolejnej nowiny o ich Trójmieście. Oboje przekonywali mnie, że u nich – od zawsze! – ręczny sprawdza się na obu kołach naraz. Jak to wyraził zgrabnie klient: „jeden ciach i po wszystkim”.

A mi już się nic nie chciało, więc tylko mi (z argumentów?) pozostało, żeby pozdrowili diagnostów z ich miasta od Błażeja z dolnośląskiej wsi.

hi

II. Nasze organizacje branżowe.

Tylko przypominam, że już niedługo spotykamy się na corocznych spotkaniach branżowych, które organizuje PISKP począwszy od:

  • 25 września – Lubicz (Kujawsko-pomorskie),
  • 26 września – Kościerzyna (Pomorskie),
  • 27 września – Łobez (Zachodniopomorskie),
  • 28 września – Zielona Góra (Lubuskie).

Proszę, wykorzystajcie właściwie tę coroczna okazję. Zadawajcie pytania, które Was nurtują, dzielcie się Waszymi wątpliwościami, śmiało proponujcie swoje rozwiązania naszych codziennych problemów. Nie miejcie obaw, będziecie w swoim gronie. To właśnie po to są nasze branżowe organizacje.

A ponadto, nigdy i jeszcze nikomu nie zaszkodziła dyskusja, a wręcz przeciwnie.

wondering

III. Przykre przekręty na Ukraińcach.

Miałem taką serię w jednym niedawnym dniu. Najpierw przyjechała grupka pracującej u nas od niedawna młodzieży, która jeszcze nie zna naszego języka, a która na spółkę kupiła sobie samochód, aby co kwartał lub co pół roku jechać do swoich Rodzin na Ukrainie.

Ten ich wspólny zakup, to zgroza i tragedia. Samochód nie do jazdy. bomb

Było mi przykro i wstyd, że jakiś Polak (i do tego zapewne katolik) sprzedał im „taki” samochód za tę astronomiczną cenę. Tylko buda była jako taka, a reszta, to szrot….

A najgorszym dla mnie było oglądanie ich zdziwionych twarzy. Że jak (?), że co (?), że nie dostali przeglądu (?), że tym czymś nie dojadą na Ukrainę (?), że zostali oszukani przez „polaków”?

Proponowałem im udanie się na Policję i formalne zgłoszenie oszustwa (ktoś podbił ubiegłoroczne OBT!) lub pójście do Prawnika, ale oni byli zbyt tym wszystkim wystraszeni, nie znają jeszcze procedur, a nawet naszego języka. Odjechali tym złomem z opuszczonymi głowami pozostawiając za sobą smugę dymu.

A potem był pracujący niedaleko Ukrainiec, ale nieco starszy od poprzedników i tylko na sprawdzenie swojego nowego i wymarzonego nabytku. I diabeł mnie podkusił, aby po sprawdzeniu (pozytywnym) podejść do kompa i sprawdzić jego poprzedni stan licznika. I wszystko stało się jasne, bo licznik był cofnięty o równo 200.000 km (słownie: dwieście tysięcy). Sprzedawcą też był „polak” (i katolik?) z niedalekiego Lubina.  

Chyba mam już dość tego wszystkiego, od tylu lat nic się nie zmieniło, oszukujemy, jak nie siebie, to Ukraińców. boring

Ja wiem, że to nie jest nowy proceder. Ale inaczej to odbieram, gdy oszukuje się Gości. A takimi są ci Nasi Ukraińcy.

My wiemy, czego po sobie wzajemnie możemy się spodziewać. Jesteśmy przyzwyczajeni do swoich i naszych własnych świństw, braku lojalności, grzebania w przeszłości z zawiści, do zdrad i celowego jątrzenia, do kopania po kostkach i kopania dołków. Mamy to w genach?

Ale przecież wszystkiego jest jakaś granica, prawda?

sad

Pyta i pozdrawia

dziadek Piotra

– – – – – – – – – – – –

852 total views, 2 views today