LEWE BT W TRZEBNICY

Lewe BT – tym razem – w Trzebnicy. Więc mamy wreszcie (?) tę swoją oczekiwaną (???) co-kwartalną, a więc nową kolejną kryminalną aferę branżową. I nic nie zapowiada, że ktokolwiek zdoła położyć kres takim cyklicznym wydarzeniom na naszych SKP.

No nie ma na to w całej Polsce mocnego?

Reklamy

Czy naprawdę w całej Polsce nie ma nikogo, kto wie, jak zaradzić, jak przeciwdziałać tej naszej patologii (?) – wpisanej w nasz system BT!

To tak trudno wydać rozporządzenie o np. koniecznym monitorowaniu naszej pracy? Tak trudno nauczyć nasz nadzór w WK/starostwie praktycznego wykorzystania art. 83 b PoRD dla dobra BRD i całej branży?

Reklamy

Czy tego nie widać, że ci koledzy-przestępcy chcieli dobrze dla swoich firm (wzrost obrotów) i dla swoich klientów, którzy oczekują spolegliwości?

Ale poczytajcie sami, a swoimi przemyśleniami podzielcie się z Kolegami.

Samochodowi diagności z Trzebnicy podbijali dowody rejestracyjne samochodów w ogóle nie sprawdzając czy są sprawne – twierdzi prokuratura. Dowód? Nagrania wideo. Dolnośląscy policjanci w 2016 roku zainstalowali ukrytą kamerę przed wjazdem do jednej z trzebnickich stacji diagnostycznych. Efekt? Do sądu trafiły już dwa akty oskarżenia kierowców i diagnostów.

Na nagraniach widać jak pod stację podjeżdżają samochody. Kierowcy idą do diagnostów, ale auto wcale nie wjeżdża na teren stacji i diagnosta niczego nie sprawdza. Później policjanci ustalili, że w każdym z takich przypadków w dowodzie rejestracyjnym pojawiła się pieczątka. Stwierdzająca, że samochód pomyślnie przeszedł badania techniczne i jest sprawny. Nagranie dowodzi, że nic nie było sprawdzane.

Co to za auta? Akt oskarżenia pięciu osób, przesłany niedawno sądowi, opisuje kilkanaście przypadków. Są tam auta osobowe jak peugeot 206 czy seat alhambra, są dostawcze np. mercedes sprinter, czy ciężarowe: Iveco, Iveco Eurocargo, a nawet traktor Ursus C 360.

W czasie śledztwa prokuratura zebrała z policji wszystkie informacje o legitymowaniu kierowców aut. Tych nagranych przed stacją diagnostyczną w Trzebnicy. Każde takie legitymowanie to – według śledczych – przestępstwo. Bo kierowcy „posłużyli się dokumentem poświadczającym nieprawdę”. Ów dokument to dowód rejestracyjny z wbitą pieczątką diagnosty. Akt oskarżenia obejmuje trzech kierowców i kilkanaście podobnych przypadków.

Oskarżono też dwóch diagnostów. Ich szef – właściciel stacji – o niczym nie wiedział. Tak przynajmniej wynika z ustaleń śledztwa. Jeden z oskarżonych diagnostów miał raz wbić pieczątkę bez badania pojazdu. A drugi szesnaście razy. Pierwszy diagnosta – ten, który usłyszał tylko jeden zarzut – przyznał się do winy. Tłumaczył, że były problemy z wjazdem aut na stację diagnostyczną z powodu robót drogowych. Drugi oskarżony diagnosta nie przyznał się. Opisywanych w akcie oskarżenia sytuacji nie pamięta.

Jeden z trzech oskarżonych kierowców przyznał się do zarzutu. Tłumaczył, że auto było sprawne, a jemu się spieszyło więc diagnosta podbił bez badania. Dwaj inni kierowcy początkowo przyznali się do zarzutów, a potem zmienili wersję i teraz przekonują, że żadnego przestępstwa nie popełnili.

To drugi akt oskarżenia w śledztwie dotyczącym trzebnickiej stacji diagnostycznej. W pierwszym oskarżono dziewięciu kierowców. O posługiwanie się dokumentami „poświadczającymi nieprawdę” w czasie kontroli drogowych oraz o namawianie diagnostów do podbijania dowodów rejestracyjnych bez technicznego badania auta.”

Marcin Rybak; 4 lipca; Zaktualizowano 4 lipca, 14:12.

https://gazetawroclawska.pl/samochodowi-diagnosci-i-kierowcy-przed-sadem-za-lewe-badania-techniczne/ar/c1-14252899

962 razy czytano ogółem, 9 razy czytano dzisiaj