NOWY MODEL BIZNESOWY DLA SKP? A CZEMU NIE?

Nowy model biznesowy i . . . . . – parę niespodzianek. Czyli o tym, że warto nieść praworządności (i oświaty?) kaganek.

Przed prawie dwoma laty, tj. 10.10.2018 r. pisałem o swojej pewnej przypadkowej wizycie na budowie nowej P-SKP w felietonie pt. „Nowy model biznesowy dla SKP”. Opisałem ten przypadek nie podając ani miasta, ani danych firmy/właściciela, ani adresu. Informację o tym miejscu znał tylko jeden (!) z naszych kolegów, którego gdzieś tam w okolicy spotkałem, a który dość trafnie skojarzył pewne fakty z tym, co napisałem – https://www.diagnostasamochodowy.pl/2018/nowy-model-biznesowy-dla-skp/?highlight=strategia%20biznesowa

Reklamy

Obiecałem Wam wówczas, że po jakimś czasie zajadę tam znowu i przekażę Wam moje wrażenia z funkcjonowania tej SKP. Więc, zgodnie ze starym polskim przysłowiem „słowo się rzekło, kobyłka u płota” udałem się tam ponownie dość mocno zaciekawiony. Było to chyba po około pół roku po jej oficjalnym otwarciu. Miło dyskutowaliśmy o branżowych problemach, bo ja nie ukrywałem, że jestem piszącym. Nie zdziwił mnie wówczas brak ruchu, bo zbyt dobrze znam branżę aby wiedzieć, że trudno o kolejkę klientów, gdy funkcjonuje się zaledwie parę miesięcy. Znam to z własnej autopsji, bo miałem nawet kiedyś nieszczęście pracować w Żarach, gdzie obserwowałem na własne oczy problemy SKP, która na nowo (po dość długim czasie) walczyła o zdobycie rynku i . . . . – przegrała (także z tamtejszą nieuczciwą konkurencją?). Ale w ubiegłym miesiącu zdarzyła mi się okazja ponownie zawitać na tę SKP.

I, jak się zapewne domyśla wielu z Was, spotkała mnie:

Reklamy

1. Pierwsza niespodzianka.

Otóż, właściciel tej P-SKP już nie chciał ze mną rozmawiać, jak poprzednio. Bo już dowiedział się (nie wiadomo od kogo?), że to ja napisałem ten artykuł o tym jego przedsięwzięciu biznesowym i o jego planach z tym związanych. Jak zrozumiałem, czuł się urażony tym, że w omawianym artykule sprzed dwóch lat nieco oceniłem jego znajomość branżowego rynku. Ale moim zdaniem nie powinien był czuć się urażony, albowiem wcześniej był trochę (tylko?) zewnętrznym obserwatorem naszego rynku, więc miał prawo nie znać wszystkich mechanizmów jego funkcjonowania.

A ponadto . . . .

2. Druga niespodzianka.

Na tej SKP są jednak klienci! Być może nie jest ich tak dużo, jak zakładał ówczesny inwestor, ale jednak są. Pomimo tego, że nie zmieniło się skrupulatne podejście do jakości BT, a od jej otwarcia nie zmienił się też personel. Klienci jednak zaufali, a do tego funkcjonujący obok warsztat + ubezpieczenia też spełnia swoją rolę.

Więc jednak wszystko wskazuje na to, że właściciel tej SKP miał rację, gdy opierał swoją wizję tego biznesu na rzetelności! Bo zawsze warto nieść praworządności (i oświaty?) kaganek.

A, że nie przewidział, że nadzór TDT nie przejdzie . . . . – ?

No cóż, nie on jedyny tego nie przewidział. Ale, czy to jest dostateczny powód, aby się obrażać?

Jest prawdą, że z nadzorem TDT wiązał określone i większe nadzieje na swoje lepsze obroty, czego wówczas – jego zdaniem! – dotychczasowy nadzór WK/starostwa nie zapewniał. Liczył, że ten nowy nadzór TDT:

  • zlikwiduje nieuczciwą konkurencję,

  • a wielu tamtejszych kolegów straci pracę.

Z kwaśniej miny mojego rozmówcy można też wywieźć tezę, że także dziś ma podobną i kiepską ocenę w zakresie jakości nadzoru WK/starostwa (już swojego!), jak przed dwoma laty.

Ale też jest prawdą, że nie było żadnej pewności w tym zakresie, poza medialnymi przypuszczeniami o zmianie nadzoru nad naszymi SKP.

Ponadto sam nie wiem, czy ta i taka rola TDT w zakresie nadzoru nad naszymi SKP, którą widział w swoim biznesowym wyobrażeniu odpowiadała tej wizji, którą miało samo TDT. Bo wydaje mi się, że ramy dla ich działalności określone w przygotowanych przepisach zmiany ustawy PoRD bardziej skupiały się na fizycznym przejmowaniu naszego rynku, niż na wzroście i poprawie jakości nadzoru nad naszym branżowym środowiskiem zawodowym. Bo to są jednak dwie i nieco (?) odmienne sprawy:

  1. Zagarnianie naszego rynku,

  2. Poprawa jakości nadzoru.

Więc, kto bardziej liczył na punkt nr 2, mógł się także przeliczyć. Bo gwarancji żadnych nigdy nie było. A patrząc z tego punktu widzenia, i już nieco z daleka. To lepiej się stało, jak się stało. I nie ma czego żałować. To już za nami. Bo to nawet nie groziło rozlaniem mleka. To by było jak branżowe tsunami.

Trzymajmy się

dziadek Piotra

– – – – – – – – – – –