A TO PECH

A to pech . . . . – ? Czyli może nici z wyjazdu nad morze, o przydatności postojowego hamulca w Legnicy oraz o rządowym programie wsparcia dla . . . . – patologii?

 

I. No, czy już słyszeliście, czy już wiecie? A to pech. Bo ja podobno będę w „necie”?

Było zwyczajnie i normalnie. Zwykłe OBT z wynikiem „N”. Klient nieco zdezorientowany powiedział mi, że on przecież jedzie rano z całą swoją Rodziną nad morze, więc teraz nie może naprawiać tego samochodu. . . .

Starałem się jak mogłem, aby wytłumaczyć, że życie i zdrowie jego Rodziny jest ważniejsze od paru dnia nad morzem.

Jest prawdą, że jestem już trochę stary i niedołężny, a na dodatek nieco głuchy. Bo nie słyszałem, co mówił ten klient opuszczając naszą SKP. Widziałem tylko, że coś sobie blublał pod nosem . . . .

Ale w tym czasie była w pobliżu Pani Kasia, która będąc dużo młodszą (nawet bardzo dużo) jednak słyszała, że ów klient odgrażał się, że umieści informację o mnie w Google, czyli w internecie.

Ale ma pecha ten klient – pomyślałem. Zapewne będzie musiał być zdziwiony, gdy po czasie dowie się, że podobna informacja w „necie” tylko nobilituje.

 

II. To pech mieć takiego kolegę, który twierdzi, że hamulec postojowy jest zbędny.

Zdarzyło nam się gościć biegłego sądowego, który na potrzeby procesu sądowego badał hamulce pojazdu po zdarzeniu drogowym. Zmiennicy wymieniali z p. Biegłym merytoryczne uwagi na temat stanu technicznego tego pojazdu. I w trakcie tej rozmowy okazało się, że gościł on niedawno z podobną sprawą na jednej z legnickich SKP. I w podobnej rozmowie jeden z tamtejszych naszych kolegów przekonywał go, że hamulec postojowy w pojazdach samochodowych jest rzekomo zupełnie niepotrzebny (sic!).

No maszszsz, niczym z liścia w twarz.

To pech mieć takich kolegów.

Koledzy, bardzo Was proszę, nie ośmieszajmy już więcej własnego środowiska zawodowego. Nie twórzmy wrażenia, że oprócz patologii doskwiera nam jeszcze . . . – no co, no właśnie, jak to właściwie nazwać? Może Wy pomożecie zdiagnozować ten przypadek?

 

III. To pech, gdy nie ma czasu na odpowiedź, bo rusza ten rządowy program wsparcia (…).

Zadzwonił do mnie przedstawiciel WK jednego ze starostw, gdzie w Waszym imieniu zwracałem się z prośbą o jakieś wyjaśnienia. Poinformował mnie, że nie ma czasu mi/nam pisemnie odpowiedzieć, bo ruszył rządowy program wsparcia dla . . . . – PKS. Ale ma czas na rozmowę telefoniczna w danej sprawie.

Jak zrozumiałem, nie chciał odpowiadać pisemnie i wolał zastąpić tę pisemną odpowiedź rozmową telefoniczną.

Jak rozumiecie – z przyczyn naturalnych – nie byłem zainteresowany takim obrotem sprawy i poprosiłem o jakąkolwiek, ale jednak pisemną odpowiedź.

No poczekamy, no zobaczymy.

Ale poruszony przez mojego telefonicznego rozmówcę temat jest sam w sobie interesujący. Bo ten rządowy program wsparcia miał pierwotnie za zadanie przywrócić połączenia komunikacyjne z tzw. głęboką prowincją, aby zniwelować występujące w wielu gminach skutki wykluczenia komunikacyjnego. I na początku nic się nie mówiło o tym, że ma on wspierać jedynie PKS-y.

Inaczej mówiąc/pisząc, to nie miał być program wsparcia PKS-ów, tylko to miał być program wsparcia tych mieszkańców wsi i małych miasteczek, którzy najwięcej ucierpieli na skutek wykluczenia komunikacyjnego. A to są przecież dwie i całkiem odmienne sprawy!

Czy rządzący nie są w stanie zrozumieć, że przecież nie ma takiego przypadku w Życiu, aby jedna bieda była w stanie pomóc drugiej biedzie?

Przecież biednemu może realnie pomóc tylko ktoś znacznie bogatszy. Bo pomoc następuje poprzez dzielenie się bogactwem!

Biedny nie ma czym się podzielić, więc nigdy realnie nie pomoże.

Mamy więc kolejny pech, bo teraz ten rządowy program ma wspierać PKS-y . . . . .

Ja tu nie chcę powiedzieć, że to będzie wspieranie naszych branżowych patologii. Ale dotknąłem tej problematyki osobiście i . . . . . – nie jedno widziałem?

Całkiem niedawno jeszcze byłem za pracą w jednym z naszych (?) PKS-ów. Telefoniczna propozycja pensji na poziomie 2.200 brutto na Okręgowej SKP spowodowała, że postanowiłem osobiście przekonać się, czy pani w kadrach się nie pomyliła. Więc tam pojechałem, zobaczyłem i się osobiście przekonałem. Odrapane ściany i odpadający ze ścian i z sufitu tynk. Brak jakiejkolwiek estetyki. Koledzy na SKP w ubraniach roboczych pamiętających czasy Cesarza Wilhelma. Pan prezes mówił tylko o swoich problemach, bardzo liczył na rządowe dotacje. Bez nich nie widział wyjścia z sytuacji, w jakiej znalazła się jego firma. Nie miał żadnego planu awaryjnego.

Potwierdził też, że nie może mi dać więcej, jak te 2.200 zł brutto na Okręgowej SKP.

Jestem przekonany, że podobna sytuacja jest w większości PKS-ów, więc te rządowe dotacje zostaną tradycyjnie przejedzone i tylko przedłużą tę bolesną agonię.

Czy to tylko pech, czy głupota?

Pyta i pozdrawia

dziadek Piotra

– – – – – – – – – – – –

705 total views, 3 views today