ŚRODOWISKOWE PROBLEMY

Środowiskowe problemy. Czy one nas przygniotą? A nawet, jeśli tak, to czy się podniesiemy?

Bo często padamy. Ale o naszej sile zaświadczy odpowiedź, czy się poddamy?

Reklamy

Więc proszę, powtarzajcie za mną: „my po upadku zawsze wstajemy, idziemy dalej i się nie poddajemy”.

A ponadto mam pytanie, czy lepszy jest czerwony pasek na świadectwie, czy też czerwony pasek na tyłku od Ojcowego pasa?

Reklamy

 

I. Największy problem branżowy, to niechęć do zrzeszania się.

Niedawno poznałem nowego naszego Kolegę Sławka. W bezpośredniej naszej rozmowie określił on jednoznacznie, że naszym największym problemem jest niechęć do zrzeszania się, co uniemożliwia zbudowanie silnej organizacji, której autorytet „ilościowy” spowoduje, że DTD zacznie się liczyć z naszym środowiskiem.

W ten sposób nasz Kolega Sławek poruszył czułą strunę mojej narracji na tej internetowej stronie, jak choćby jeszcze z 2012 r., gdy sam bardzo żyłem tym problemem.1 Po czasie przestałem już tak przeżywać tę naszą branżową porażkę (niechęć do zrzeszania się) widząc, że nie mam wpływu na wszystko. To inni ludzie rozgrywają swoje karty na tyle, na ile potrafią. A, że często nie potrafią grać, to i my przegrywamy wraz z nimi, bo na nich postawiliśmy.

Ten problem z brakiem zainteresowania do zrzeszania się w naszej branży istnieje realnie, ale ważnym jest, aby:

  • nie poddawać się w próbach konsolidacji naszego środowiska,

  • analizować przyczyny obecnego stanu,

  • wyciągać wnioski zaradcze.

Myślę, że jednym z powodów tego miernego obecnego stanu ilościowego naszych branżowych organizacji jest słuszna wiara w to, że my tego nie potrzebujemy, bo zawsze sobie poradzimy w każdym ewentualnym kryzysie. Jeszcze raz podkreślam, że jest to słuszna wiara, bo faktycznie, my sobie zawsze jakoś poradzimy (przy SKP jest i warsztat, do tego często sklep, jeszcze jakieś usługi, mała produkcja, itd., itp., et’cetera).

Ale ta słuszna wiara w nasze umiejętności przetrwania na wypadek kryzysu powoduje, że zamykamy się na pytanie, czy nie może być jeszcze lepiej i to bez żadnych zagrożeń kryzysem. Na ten przykład:

  • czy lepiej by nie było nam wszystkim, gdyby cennik podwyższono 5 lat temu o 50 zł?

  • Czy podniesienie cennika do końca grudnia 2019 r. o jakikolwiek wskaźnik waloryzacji nie pomoże nam wszystkim?

Myślę, że tylko głupiec nie zgodzi się z tymi dwoma ostatnimi pytaniami. Zasklepieni w słusznej wierze w swoje umiejętności przetrwania zapomnieliśmy, że niektóre cele można osiągać szybciej i łatwiej, z mniejszym nakładem sił i środków.

Wystarczy zrzeszyć się.

To jest inne myślenie niż „ja zawsze dam sobie radę”. To nowe myślenie jest wymogiem nowej ekonomii, gdzie analizuje się zagadnienia przyszłościowo. Bo do rozważenia mamy taką oto przyszłość:

  1. Kolejne 15 lat z tym samym cennikiem.

  2. Zmiana cennika pod warunkiem zaangażowania się (mniej lub bardziej aktywnego) w pracach jednej z naszych wiodących branżowych organizacji, a kosztem tej inwestycji w spokojną przyszłość jest składka członkowska.

Bo nie ma żadnej inwestycji bez poniesienia kosztów. A te koszty przynależności idzie oszacować w odniesieniu do przyszłych przychodów – już po podniesieniu cennika. Jestem pewien, że każdy, kto umie liczyć, potrafi jednoznacznie ocenić, że inwestycja w naszą branżową przynależność członkowską, to opłacalna inwestycja.

Więc już nie załamujmy rąk i do dzieła.

 

II. Ile razy można zdawać ten egzamin w TDT?

Jeden z moich młodych Kolegów nie zdał kolejnego już egzaminu. Choć jest dobrym mechanikiem i oceny w szkole też miał nie najgorsze (świadectwa z czerwonym paskiem!), to po powrocie z kolejnego egzaminu w TDT powiedział coś w rodzaju, że „tego nie da się zdać”.

Więc (dla pocieszenia tych wszystkich, którzy po raz kolejny przegrali) oświadczam, że ja zdawałem 5 razy.

I nie upadamy na duchu, tylko analizujemy porażki i ponownie przystępujemy do przerobienia tej części materiału, na której polegliśmy. I to wszystko.

Mój Kolega Zmiennik powiedział, że on też miał często czerwony pasek w czasach szkolnych. Ale ten czerwony pasek miał na tyłku od Ojca (a nie na świadectwie!), gdy W. Szan. Rodzic miał słuszne uwagi do jego miernych postępów w nauce. A pomimo to zdał egzamin w TDT. Bo liczy się także motywacja w tym zakresie! Motywacja, to uzmysłowienie sobie, taka projekcja we własnych myślach tego wszystkiego, co zyskamy po zdaniu tego egzaminu. A najważniejsza będzie tu nasza własna satysfakcja!

Więc jeszcze raz: pokonani podnosimy się, wstajemy wyprostowani i podejmujemy na nowo to samo wyzwanie. Aż do skutku!

I życząc wszystkim nam powodzenia:

  • w środowiskowej integracji

    i

  • w zdawaniu egzaminów w TDT

 

pozdrawiam

dziadek Piotra

– – – – – – – – – –