NA WOJENNEJ ŚCIEŻCE/DRODZE Z RODAKAMI

Jadąc z Zabrza, czyli droga przez mękę lub na wojennej ścieżce/drodze z Rodakami.

Jeśli horror kojarzy Wam się z filmem, to w takim razie to nie był horror, czyli jakaś fikcja. Albowiem, na naszych drogach rozgrywa się autentyczna wojna, Wojna, WOJNA!

Reklamy

To jest wojna na pograniczu życia i śmierci!

Wracałem autostradą z niedzielnego szkolenia Automex-u w Zabrzu. Teoretycznie, taka trasa (250 km autostradą) powinna mi zająć 2,5 – 3 godz. Ja zaś jechałem 5 godz., a każdy kilometr po przejechaniu 3 godzin wydawał mi się męką ponad moje siły i zdrowie.

Reklamy

Nie pomogło nawet dwukrotne zatrzymanie się na parkingach (liczyłem, że wariaci samobójcy i polskie genetyczne kozaki przejadą i na autostradzie zostaną już tylko „normalni”). Ponowny wyjazd na autostradę, to ponowne rozczarowanie, złość, zmęczenie i męczące, bo kurczowe trzymanie kierownicy.

Po drodze dwa wypadki, więc tylko jeden pas ruchu, nagłe spowolnienie strumienia pojazdów, blask awaryjnych świateł i kozaki/cwaniaki, którzy pomimo tego, za wszelką cenę próbujący jednak wyprzedzać. Za wszelką cenę, bo im się spieszy.

Policja reaguje tylko po fakcie, gdy już trzeba jedynie zabezpieczyć ślady i dowody w celu rozliczenia sprawcy. Żadnych działań prewencyjnych, żadnych prób uspokojenia ruchu, żadnego radiowozu w tym potoku szaleńców – w stalowych zbrojach swoich samochodów.

Niczym starożytni gladiatorzy przyszło nam walczyć o swoje zdrowie i życie. Areną tej walki są nasze drogi i autostrady. Bo co, bo mamy czasy prehistoryczne lub antyczne? Przecież mamy XXI wiek!

Na autostradzie trwa wojna o pierwsze miejsce na lewym pasie, w której uczestniczą wszyscy: lawety, tiry i osobówki. Za koszty tej wojny płacimy wszyscy wysokimi składkami na ubezpieczenie. Bo każda wojna kosztuje.

Więc proszę, oszczędźmy sobie tej wojny i tych kosztów. Idźmy – choćby na kolanach – prosić rządzących, żeby wreszcie zmusili DTD, Policję do jakiegoś działania poprawiającego BRD i likwidującego to niekończące się szaleństwo autostradowe.

Komu potrzebne są te wypadki, te koszty, ten późniejszy płacz po zabitych i okaleczonych?

Jakież to usprawiedliwienie, że podobno wybrałem nieodpowiednią porę (niedzielne popołudnie i wieczór), gdy nasi Rodacy wracają do Niemiec, bo w poniedziałkowy ranek muszą być w pracy. Czyżby Policja miała polecenie, aby ich nie kontrolować na drodze? To im wolno łamać Prawo i przepisy RD (ruchu drogowego?). Jeśli to prawda, to osoba, która Policji wydała takie polecenie jest równie szalona, jak ci szaleńcy na drogach.

To prawda, że jestem zdenerwowany, bo mam prawo.

Jeden z takich polskich głupców (i chyba gastarbeiterów) o mało mnie nie zepchnął z autostrady zajeżdżając mi nagle drogę. Bo inny głupek mrugał mu światłami, żeby zjechał. Więc zjechał mi 10 cm przed moim przednim zderzakiem.

Inny polski głupek wisiał mi na bagażniku, a że miał światła za wysoko, to nieomal oślepłem od jego świateł odbitych w moich lusterkach wstecznych i bocznych.

I, jak na ironię w radiu leciał program, gdzie powoływano się na ITS (Instytut Transportu Samochodowego W-wa), jakoby największym problemem polskich dróg był ten fakt, że kierowcy nie poddają się badaniom wzroku częściej, niż raz na 3 lata (sic!). Ręce opadają, do samej ziemi! Zabrakło jeszcze tylko informacji w tej audycji o BRD, że ITS popiera noszenie odblasków . . . . .1

Gdy już zjechałem z autostrady, to pozostał mi do pokonania niewielki odcinek ok. 20 km. Odetchnąłem, ale niestety, tylko na krótko. Przed samym miejsce docelowym droga wije się ostrymi zakrętami na nierównym terenie. Zmęczony trzymałem prędkość ok. 80 km/godz. (choć jest tam chyba ograniczenie do 70 km/godz.), a za mną dwa pojazdy wiszące mi na bagażniku. Podwójna ciągła i wzniesienie, a jeden z nich – gnój jeden! – mnie wyprzedza. A zza wzniesienia widoczny snop zbliżających się do wzniesienia świateł jakiegoś samochodu…..

Istne szaleństwo!

Drugi gnój jeden (gnój nr 2), czyli jadący za mną samochód wcześniej jako drugi, teraz zajął miejsce tego pierwszego gnoja i wisi mi na bagażniku.

Jak zahamuję, to ten gnój nr 2 z tyłu mnie walnie. Jak przyśpieszę, to ten gnój nr 1, który zaczął mnie wyprzedzać . . . – polegnie (na wojennej ścieżce/drodze).

Udało się, ale trzeba sobie zadać pytanie, ile razy jeszcze może się udać?

Gnój nr 1 powtórzył ten wcześniejszy manewr innego wariata autostradowego i z rykiem silnika na maksymalnych obrotach nagle zajechał mi drogę. Tak się spieszył ten gnój jeden, że nie włączył nawet kierunkowskazów. Nasze pojazdy nieomal się otarły…..

Inny dziadek na moim miejscu mógł tego nie wytrzymać. Ale, czy kogoś to jeszcze w tym Kraju obchodzi życie Obywateli Polski mordowanych na naszych drogach?

Ja nie mam zamiaru apelować do Polaków „opamiętajcie się!” lub „ta drogowa wojna o pierwsze miejsce na pasie ruchu jest nam niepotrzebna”.

Ja apeluję do resortu MSW i do Policji: zacznijcie wreszcie robić to, co do Was należy, za co bierzecie od nas pieniądze! Jesteście od tego jak (. . . . )!

dziadek Piotra

– – – – – – – – – – – –