A CO ZROBIĆ, JAK PADŁ AKUMULATOR?

Rate this post

Gdy w trakcie BT padnie akumulator – odżyły wspomnienia i refleksje.

Nasz Kolega, który aplikuje do naszego trudnego zawodu właśnie wrócił z egzaminu w TDT. I opowiadając o swoich wrażeniach podzielił się z nami informacją o tym, że jedno z pytań dotyczyło BT pojazdu w sytuacji, gdy na ścieżce SKP padnie akumulator.

Informacja ta spowodowała, że wróciło do mnie wspomnienie tej przegranej sprawy, o której zbulwersowany pisałem jeszcze w 2012 r.1

Przypomnę tylko, że akurat w trakcie corocznej kontroli na SKP w samochodzie klienta padł akumulator zaraz po rozpoczęciu BT. Z tej przyczyny nasz Kolega zwyczajnie nie mógł dokończyć tego BT – z obiektywnych powodów i niezależnych od naszego Kolegi!

To BT skończyło się wynikiem „N” – bo inaczej nie mogło się skończyć.

Jednak urzędnikom WK/starostwa – w asyście inspektorów TDT! – to było za mało (sic!). Oni uznali, że naszemu Koledze należy odebrać uprawnienia, gdyż nie zrealizował przewidzianego naszym Prawem całego, Całego, CAŁEGO zakresu BT.

Nie trzeba być wielce politechnicznie wykształconym aby wiedzieć, że z przyczyn obiektywnych bez uruchomionego silnika nie da się właściwie zbadać wszystkich systemów w samochodzie (kontrolki, światła, wspomaganie, itd., itp., et’cetera.), czyli nie da się zrobić całego zakresu OBT, już nie mówiąc/pisząc o zakresie analizy spalin lub zadymienia.

Nie pomogły odwołania do SKO i do WSA, który stwierdził m.inn.:

„Z zebranego materiału w sposób niekwestionowany wynika, że podczas kontroli, o której mowa w art. 83 ust. 6 ustawy, ujawniono uchybienia

  • i to zarówno w postaci przeprowadzenia badań technicznych pojazdu niezgodnie z określonym zakresem i sposobem ich wykonania, jak i

  • wydano zaświadczenie niezgodnie ze stanem faktycznym (bez jego pełnego ustalenia) i przepisami,

wobec czego prawidłowa jest ocena organów, w świetle art. 80 k.p.a., że zaistniały obie przesłanki, wymienione w art. 84 ust. 3 pkt 1 i2 ustawy, do cofnięcia skarżącemu uprawnień diagnosty….”

A piszę o tym z dwóch/trzech powodów.

  1. Po pierwsze primo, to sprawa ta do dziś mnie bardzo mocno bulwersuje swoim stosunkowo dużym natężeniem urzędniczej niesprawiedliwości administracyjno-sądowej.

  2. Po drugie primo, to byłem mocno zdziwiony dość starchliwą biernością naszych ówczesnych elit w tej sprawie. Nawet pies z kulawą nogą nic nie zrobił w tej sprawie.

  3. Po trzecie primo, ta sprawa ma swoje odniesienia do obecnych czasów, gdy kontrolującym urzędnikom WK/starostwa w trakcie corocznej kontroli (nadal często także w asyście inspektorów TDT!) już wcale nie przeszkadza ten przykry fakt, że bardzo często nie jest wykonywany cały zakres OBT – choć pojazd ma sprawny akumulator!

No, sami pomyślcie . . . . ., no, jeszcze chwileczkę . . . . ., i jeszcze troszeczkę . . . .

No porównajcie te dwie sytuacje: z 2012 roku i obecne praktyki nadzoru WK/starostwa.

Czy Wy coś z tego wszystkiego rozumiecie?

Czy domyślacie się chociaż, jak mogło do tego wszystkiego dojść?

Przecież między tymi dwiema sytuacjami nie ma żadnego logicznego związku. A z tego wynika, że:

  • jeśli urzędnicy w 2012 roku nie zawinili i dobrze realizowali Nasze Prawo, to prawdopodobnie dzisiejsi urzędnicy łamią Prawo, bo ono się w tym zakresie nic nie zmieniło (!),

  • jeśli dzisiejsi urzędnicy nie łamią Naszego Prawa to też oznaczać może, że w 2012 roku nasz kolega niesprawiedliwie został pozbawiony uprawnień i ktoś powinien za to wreszcie ponieść konsekwencje.

Czy macie może jakieś uwagi do logiki tego rozumowania?

Pyta i pozdrawia

dziadek Piotra

– – – – – – – – – – – – –