ŻYCZĘ PAŃSTWU ZDROWIA

Zdrowia Państwu życzę najserdeczniej!

Pozwalam sobie pisać cyt. :”Państwu”, ponieważ mam na myśli nie tylko UDS, ale również Waszych najbliższych, żony, dzieci, rodziców, rodzeństwo,przyjaciół, itd. .

Reklamy

Ja – pozwolę sobie na odrobinę prywaty – mam także w najbliższej rodzinie trzech UDS i właściciela SKP. Chcę wierzyć, że tak jak ja zaglądałam w to miejsce z ciekawością, chcąc zorientować się, jakimi problemami to środowisko zawodowe żyje, tak robią też inni Wasi Drodzy Czytelnicy bliscy.

Wracając jednak do naszej kondycji psycho-fizycznej w obecnym, bardzo trudnym czasie. Wiemy już, doświadczamy tego właśnie coraz częściej na własnej skórze, że zadbać nam o zdrowie jest coraz trudniej, a będzie jeszcze trudniej w dobie koronawirusa – mówiąc potocznie. Tak wiele czynników na ten stan rzeczy wpływa. Przykłady wzięte z życia rodzin w ostatnich dniach dowodzą, że my jako społeczeństwo, nie jesteśmy jeszcze dobrze przygotowani, aby zachować się w sposób w każdej chwili odpowiedzialny i skuteczny jednocześnie za swoich bliskich i nasze zdrowie. Bo okazuje się – znowu ! – że coś w tzw. systemie ochrony zdrowia nie działa. Wspomnę tylko o niektórych procedurach, które nie są po prostu kompatybilne, nie prowadzą potencjalnego pacjenta w jasny sposób przez zawiły system, czy choćby fakt, że po prostu pracownicy służby zdrowia nie wytrzymują – przecież są tylko ludźmi – i czasami też zawodzą, tak jak w innych wielu zawodach, w trakcie kryzysu w firmie.

Reklamy

W ostatnim dniu ferii zimowych 15- to latek łamie sobie prawa rękę. Jest połowa marca, rodzic chłopaka – zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami lekarza specjalisty – zgłasza się do poradni chirurgicznej położonej najbliżej wsi, czyli miejsca zamieszkania chłopaka poszkodowanego. Tu dowiaduje się od chirurga, że musi szukać pomocy, czyli miejsca gdzie zdejmą po miesiącu gips z reki prawej 40 km dalej, w większym mieście, cyt. ”bo tutaj obsługujemy tylko dorosłych, a poza tym chłopak kaszle, może mnie przecież zarazić”. Chłopak jest alergikiem więc kaszle, szczególnie teraz. Jest bardzo wysoki, ma 185 cm wzrostu, przekonuje lekarza chirurga sfrustrowana matka. To jednak nie pomaga. Jedzie więc szukać pomocy kilkadziesiąt km dalej. Stamtąd zostaje odesłana z synem do domu, ponieważ wejść można do szpitala tylko w sytuacjach zagrażających zdrowiu i życiu. Chirurgia dziecięca znajduje się na terenie szpitala.

W domu, z bezradności, ojciec dziecka sam zdejmuje mu gips, sekatorem do kwiatów, na własną odpowiedzialność. Od tego momentu rodzice szukają miejsca, gdzie można by wykonać prześwietlenie, sprawdzić czy kości ręki są prawidłowo zagojone, by być pewnymi, że nie trzeba jeszcze być może założyć szyny na jakiś czas.

Okazuje się, że publiczna służba zdrowia w miarę pilnego prześwietlenia ręki w tym rejonie, około 40 km od miejsca zamieszkania jest niedostępna. Przychodnie lekarskie i szpitale są niedostępne dla pacjentów w bezpośredni sposób, przychodnie lekarskie są, ale tylko online.

Linie są przeciążone, zajęte, dodzwonić się jest bardzo trudnym wyzwaniem. Rodzice znajdują jednak, po wielu telefonach prywatną przychodnię, gdzie dysponują odpowiednim aparatem i zdjęcie rtg ręki będzie wykonane za tydzień, za opłata oczywiście.

I co dalej?

No tego nikt nie wie, frustracja rodziców sięga zenitu, jak poradzą sobie z sytuacją, jeśli okaże się, że trzeba założyć szynę? Online nie da się tego zrobić. Wujek Google też w tym zakresie nie pomaga.

40- letnia kobieta, matka trójki dzieci, z których każde! uczy się w dwóch szkołach jednocześnie, a więc ma kontakt z bardzo dużą grupą rówieśników ma temperaturę podwyższoną do 37,2 st.C., także jedno z jej dzieci. Również oboje kaszlą. Zarządzają sobie domową kwarantannę, licząc na to, że to jest zwykła grypa. Po dwóch tygodniach dziecku przechodzi, matka nadal ma temperaturę, jak dotychczas. Zaczyna się bardziej niepokoić.

Dzwoni do lokalnego Sanepidu. Tam uprzejma pani odsyła ją do lekarza rodzinnego. Przychodnia lekarska jest zamknięta, lekarz rodzinny przyjmuje tylko online. Kilka dni zabiera próba dodzwonienia się do przychodni lekarskiej. Linie ciągle zajęte. Kobieta nadal ma temperaturę. Sama zresztą też pracuje online.

Dodzwania się w końcu i tu lekarz rodzinny instruuje ją, aby zadzwoniła do Sanepidu, albo zgłosiła się tam osobiście, to jest około 35 km od jej miejsca zamieszkania. Dzwoni więc tam ponownie zgodnie z zaleceniem lekarza rodzinnego, notabene, też nie łatwo było się tam dodzwonić. Znowu uprzejma pani odsyła ją do lekarza rodzinnego. Zrezygnowana kobieta postanowiła jednak znowu skontaktować się z lekarzem rodzinnym online i co? Decyzja jest następująca, ma obserwować się dwa miesiące i zobaczymy, bo przecież lekarz rodzinny nie dysponuje testami na koronawirusa.

Mamy więc nadzieję, że to jakiś inny wirus powoduje miesięczny okres podwyższonej temperatury u kobiety. Podwyższona temperatura kobiety 37,2 nie zagraża jej i jej rodzinie… ponoć … i oby tak było!

A tak naprawdę, chorej kobiecie jest obojętne, która instytucja, czy kto przeprowadzi u niej test na koronawirusa, byle KTOŚ chciał to zrobić!

Opisałam Państwu dwie sytuacje, z którymi zetknęłam się w ostatnich dniach. To uczucie bezradności, że nie można sobie pomóc w miarę sprawnie jest obezwładniające, ogromnie frustrujące rodziców, matki, braci i pozostałych bliskich. Wspierajmy się więc bardzo w tym trudnym czasie Wszyscy! W rodzinach, w miejscach pracy, na ulicy, w sklepie – gdzie trzeba bronić, okazuje się sprzedawczynie przed agresją klientów, bądźmy cierpliwi i serdeczni dla innych.

Życzę tego sobie, panu doktorowi chirurgowi, pracownikom służby zdrowia, Waszym klientom i Wam drodzy Diagności.

Dbajmy o siebie bardzo, aby nie trzeba było nam korzystać w tych trudnych dniach, za panowania koronawirusa, z pomocy służb ochrony zdrowia.

Serdecznie pozdrawiam

Zenobia K.